Język polski na maturze
Wraz ze zmianą reformy oświaty wprowadzono nowe formy egzaminów dojrzałości. Przede wszystkim zrezygnowano z wewnętrznego systemu oceniania na rzecz zewnętrznego, który miał być dużo bardziej obiektywny niż poprzedni. Do oceny wewnętrznej pozostawiono jedynie maturę ustną z języka polskiego oraz języka obcego, którym zazwyczaj okazuje się angielski lub niemiecki. Racja w tym oczywiście była spora, jednak nie przy każdym przedmiocie okazało się, że pomysł był trafiony. Problem pogłębia się, gdy chodzi o przedmioty humanistyczne. Dobrze, gdy punktacja przydzielana jest na podstawie wskazania poprawnej odpowiedzi, gorzej gdy trzeba walczyć z indywidualnymi interpretacjami każdego ucznia. Jak ocenić cudzą wyobraźnię, zdolność posługiwania się słowem oraz samą wiedzę i erudycję? Tuż przed wprowadzeniem tak zwanych nowych matur podniosły się protesty w całej Polsce; nauczyciele, wykładowcy akademiccy i sami uczniowie wskazywali na bezsens tego typu oceny własnych prac, do których stosuje się odpowiedni klucz. Padały nawet tak szalone pomysły, by prace wybitne oceniać w specjalny sposób, zagadką jednak pozostaje, co oznacza termin „praca wybitna”. Tak naprawdę wszystko rozbija się o sprawdzającego, który w końcu też jest tylko człowiekiem. Należy pamiętać, że nauczyciele siedzą po dziesięć, dwanaście godzin zamknięci w pomieszczeniach, z których za bardzo nie mogą wyjść, i ciągle sprawdzają prace. Inaczej wypadnie praca z pierwszej godziny, inaczej z ostatniej. Zwłaszcza że nauczyciele muszą stosować specjalne klucze odpowiedzi, jeśli więc uczeń nie użyje konkretnego słowa lub nie zamieści konkretnej informacji, nie uzyska punktu. Dzięki takiemu systemowi olimpijczykom z języka polskiego zdarza się nie zaliczyć matur próbnych. Póki co, nie wiadomo, jak ten system pociągnie dalej, gdyż już za kilka lat zmieni go następna podstawa programowa, którą właśnie realizują gimnazja.